Moja droga do mediumizmu nie jest zbytnio romantyczna, ani spektakularna. Nie, jako dziecko nie wykazywałam żadnych paranormalnych talentów, nie widziałam zmarłych i nie potrafiłam wyleczyć babci z bólu pleców przez dotyk.
Gdy miałam siedem lat przeprowadziliśmy się do Austrii i musiałam szybko wydorośleć (śląska wersja mojego dzieciństwa znacznie różniła się od tej austriackiej).
Po ukończeniu studiów przez kilka lat pracowałam w Austriackiej Bibliotece Narodowej. Pewnego dnia jeden z czytelników po krótkiej rozmowie ze mną stwierdził: „Jesteś medium!”, co bardzo mnie rozbawiło. Jasne, ja i medium. Bardzo śmieszne!
Ale jednak przyszły zmiany: zbliżając się do trzydziestki zaczęłam uczyć się kinezjologii, ustawień rodzinnych i alternatywnych metod leczenia, a w 2011 otworzyłam gabinet w Wiedniu.